Czternastego września przeżywamy Święto Podwyższenia Krzyża Świętego.
Dzień ten upamiętnia ukazanie wiernym po raz pierwszy relikwii Krzyża odnalezionego przez Świętą Helenę.
To dzień wdzięczności za Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie Jezusa, za zbawienie, które dokonało się na Krzyżu.

W tym dniu słyszymy podczas liturgii słowo:

Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak trzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony»

(J 3, 13-17)

  • Dlaczego Świętej Helenie tak zależało na znalezieniu Krzyża?
  • Dlaczego dla wierzących tak cenne są relikwie Krzyża?
  • Dlaczego od wieków Krzyż jest symbolem chrześcijaństwa i jest obecny w domu każdego wierzącego?

Symbol nie tylko o czymś przypomina, ale jest bramą do tajemnicy, którą wyobraża.

Tajemnica Krzyża jest wielka. Patrząc na Krzyż otwiera się przed nami ogromny ocean Bożej miłości do człowieka. Miłości, która dla ocalenia człowieka poświęca samego siebie – Bóg dał Syna swego, wydał Go na cierpienie i śmierć, byśmy my mogli żyć.

Bóg chce nas zbawić, czyli wyzwolić z grzechu, zła i śmierci, byśmy mogli żyć wiecznie.

Patrząc na Krzyż, możemy zapłakać nad swoim grzechem i cierpieniem Jezusa, okazać Mu współczucie.

Krzyż odsyła nas także do naszego cierpienia.

Ma kształtować w nas gotowość niesienia cierpienia wraz z Jezusem. Powinien także wyzwalać w nas wdzięczność, że Bóg ma zawsze otwarte dla nas ramiona, pełne przebaczenia, współczucia, miłości.

Nie może nas zmusić do przyjęcia swych otwartych ramion, ale nie przestanie nas zapraszać do siebie i przyciągać. Kontemplacja Krzyża prowadzić nas powinna do radości, prawdziwej radości wolnego, kochanego człowieka.

Przytulając się do Krzyża, możemy prawdziwie i słusznie się śmiać, płakać z radości i szczęścia. Zdarzyło Ci się to kiedyś?

Dźwigać swój krzyż to także z pokorą i uznaniem własnej słabości przyjmować Bożą miłość i wszystko to, czym nas w życiu obdarza. Bez tej radości przyjmowania nie można być Bożym uczniem.