Scena nawiedzenia św. Elżbiety jest w moim odczuciu jedną z najbardziej niedocenianych scen Ewangelii.  Zawęża się ją z reguły do ckliwego opisu spotkania dwóch kobiet lub traktuje wyłącznie jako potwierdzenie tego, co wiemy już wcześniej – Elżbieta potwierdza mesjańską tożsamość dziecka Maryi. Scena ta jest jednak przepełniona różnorodną i bogatą treścią. Uwagę zwraca na przykład to, iż Chrystusa rozpoznaje właściwie Jan, a nie jego matka. Maleńki człowiek w łonie swej mamy rozpoznaje Mesjasza, jeszcze mniejszego od siebie! Czy w Piśmie Świętym znajdziemy gdziekolwiek bogatszy opis życia płodowego niż tu? Ponadto również w tej scenie Maryja okazuje się być kobietą pełną odwagi: nie zwracając uwagi na trudy drogi, udaje się samotnie przez góry do swojej krewnej, o której wie, że również jest w ciąży. W tej scenie widzimy też dwie ciężarne kobiety, oczekujące na narodziny pierwszego dziecka, solidarne ze sobą i wspierające się w tym wyjątkowym czasie.

Jednak najbardziej niedocenianym momentem tej sceny jest moim zdaniem kantyk Magnificat. Jesteśmy do niego tak przyzwyczajeni, że nie dostrzegamy jego rewolucyjnego charakteru. Często jakby zbytnio „uduchawiamy” Magnificat. Druga strofa kantyku odnoszona jest zazwyczaj jedynie do eschatologicznej obietnicy, przez co gubi się jej polityczno-wyzwoleńczy potencjał. Pieśń Maryi głosi zbawienie, które ma dotknąć nie tylko wymiaru duchowego, ale również wymiaru społecznego, ekonomicznego i politycznego. Wraz z nadejściem ery mesjańskiej powinien zostać ustanowiony nowy, sprawiedliwy ład społeczny. Miejmy w pamięci to, że Maryja należała do ubogich tej ziemi, w jej ustach słowa o zrzuceniu możnych z tronu nabierają więc bardzo konkretnego charakteru.

Aby „udowodnić”, jak silny ładunek wyzwoleńczy niesie w sobie Pieśń Maryi, warto przytoczyć fakt, że w latach 80. rząd Gwatemali zabronił publiczne go odczytywania Magnificat… Jeśli więc politycy potrafili rozpoznać moc kantyku Maryi, o ile bardziej my powinniśmy zobaczyć w nim manifest na rzecz przemiany struktur świata, które mają służyć słabym i biednym, a nie silnym i bogatym.