JEZUS: przechodził przez miasto, spojrzał w górę i rzekł: zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu.

JA: ależ Panie, przyszłam tu o wiele wcześniej niż inni ludzie, chciałam mieć dobre miejsce, żeby Ciebie zobaczyć, postarałam się, aby nikt mi nie zajął, zwolniłam się z pracy na te godziny kiedy będziesz przechodził, zorganizowałam opiekunkę do dzieci, mam nawet swoje krzesełko, parasol, termos z kawą. A Ty mi każesz schodzić? Przecież to wszystko dla Ciebie i z powodu Ciebie!

ZACHEUSZ: stanął i rzekł do Pana: Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie.

JA: może kogoś kiedyś skrzywdziłam…, ale teraz jestem w porządku, mam wspólnotę, daję dziesięcinę, wspomagam zakony. Jak wszystko rozdam to ja będę rozdawać? Komu ja będę mogła pomóc? A jak siedząc tutaj, w tej jesiennej słocie, zachoruję? – to za co kupię leki?

JEZUS: Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło.

JA: dobra myśl, wielu jest teraz takich pogubionych, ja im mówię co powinni zrobić, z czego się poprawić, jak  sporządnieć! Powinni mnie zobaczyć na tym drzewie, ile wysiłku człowiek włożył, żeby zaświadczyć o swojej wierze i przynależności do kościoła! Jak wiele trzeba się poświęcić, żeby pojechać, czuwać, zaciągnąć innych.

JEZUS: przechodził przez miasto, spojrzał w górę i rzekł: zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu. Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło.

JA: chciałam, postarałam się, zorganizowałam, jestem w porządku, mam swoją wspólnotę, zaświadczam o wierze, przyciągam do kościoła,

ja

ja

ja

Panie, świat cały przy Tobie jak ziarnko na szali, kropla rosy porannej, co spadła na ziemię. Nad wszystkim masz litość, bo wszystko w Twej mocy, i oczy zamykasz na grzechy ludzi, by się nawrócili. Miłujesz bowiem wszystkie stworzenia, niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś, bo gdybyś miał coś w nienawiści, nie byłbyś tego uczynił. Jakżeby coś trwać mogło, gdybyś Ty tego nie chciał? Jak by się zachowało, czego byś nie wezwał? Oszczędzasz wszystko, bo to wszystko Twoje, Panie, miłośniku życia! Bo we wszystkim jest Twoje nieśmiertelne tchnienie. Dlatego nieznacznie karzesz upadających i strofujesz, przypominając, w czym grzeszą, by wyzbywszy się złości, w Ciebie, Panie, uwierzyli. (Mdr 11,22-12,2)

Otwórz Panie moje oczy, abym nade wszystko ceniła to,
że Ty chcesz mieć ze mną głęboką osobistą relację,
że chcesz zatrzymać się w moim domu!
Daj mi serce Zacheusza,
posłuszne, reflektujące,
odważne w zaczynaniu od nowa.
Bez akcentowania siebie.