Ostatnim punktem kerygmatu, który głosimy, jest Kościół.

Doświadczenie Bożej miłości, wyrwania z grzechu, przyjęcie Jezusa do swojego życia i zaproszenie Ducha Świętego  – każda z tych łask wyda w nas owoce tylko, wtedy, gdy będzie  pielęgnowana. Dokonuje się to we wspólnocie.
Dlatego każde głoszenie Ewangelii kończy się zaproszeniem tego, który się nawraca, do wspólnoty ludzi wierzących.

Kościół ponownie zaprasza mnie, który nawracam się każdego dnia, do głębszej więzi ze swoimi członkami.

Mamy wśród nas wielu takich, którzy doświadczają nawrócenia, wracają po latach do Kościoła, do Mszy św. Znamy tych, którzy dotknięci łaską klękają po długiej przerwie u kratek konfesjonału, zaczynają się modlić.
Mogę się z tego ucieszyć  i nic więcej, i zostawić ich samym sobie. Ale nie będę wtedy Kościołem.

„Kościół stanowi wspólnotę misyjną uczniów, którzy przejmują inicjatywę, włączają się, towarzyszą, przynoszą owoc i świętują”. (papież Franciszek).

Ziarno  zasiane w ludziach będzie kiełkować i rosnąć, jeśli będzie pielęgnowane i chronione. Może się to dokonywać we wspólnocie Kościoła, we wspólnocie przy parafii. Wśród osób, rodziny, przyjaciół, którzy są świadkami, wiary możemy  poznawać Boga, rozmawiać o Nim, modlić się, dzielić swoją wiarą. Po prostu wzrastać i dojrzewać.

Czytając dokumenty Kościoła dostrzegam jak wielką wagę ma to „zaopiekowanie się” tym, komu mówimy o Chrystusie. Chodzi nie tylko o „sianie ziarna”, ale również o dbanie o jego wzrost, wzięcie odpowiedzialności za siebie nawzajem.

Papież Franciszek w adhortacji Evangelii Gaudium pisze:

Wspólnota ewangelizacyjna przez dzieła i gesty wkracza w codzienne życie innych, skraca dystans, uniża się aż do upokorzenia, jeśli to jest konieczne, i przyjmuje ludzkie życie, dotykając cierpiącego ciała Chrystusa w ludzie(…) staje się gotowa, by towarzyszyć. Troszczy się o ziarno i nie traci spokoju z powodu kąkolu.

W cywilizacji paradoksalnie zranionej anonimowością, Kościół potrzebuje bliskiego spojrzenia, by kontemplować, wzruszyć się i zatrzymać wobec drugiego człowieka, ilekroć jest to konieczne.

Czy jestem takim właśnie Kościołem, o którym pisze papież?

Zatroskanym o tych, którzy w nim są i o tych, którzy do niego wracają?

Kiedy po raz kolejny ja sam wracam, podnoszę się z upadku, czy szukam tych, którzy poznali, pokochali i żyją blisko Jezusa, by przy nich dojrzewać, wzrastać i uczyć się być świadkiem, być Kościołem?