Osoby znajdujące się w połowie życia (od ok. 40 roku życia) przeżywają swego rodzaju kryzys, na który najczęściej nie są przygotowane.

Życie każdego z nas da się przyrównać do drogi słonecznej. Kiedy rankiem wstaje słońce, rozświetla świat. W południe osiąga najwyższe położenie i od tego momentu zaczyna zachodzić.  Pierwsza połowa życia to czas młodzieńczej ekspansji, wzmacniania i rozwijania możliwości swojego „ja”. Czas przystosowywania się do zewnętrznej rzeczywistości. Stąd wiele cech osobowości odbieranych jako negatywne jest ukrywanych i spychanych do podświadomości. Druga połowa życia jest etapem, który wymaga od osoby podjęcia drogi do wewnątrz, integracji cech, tłumionych uczuć i myśli. To etap doświadczenia i uświadomienia sobie uczuciowości, miękkości, serdecznych przywiązań, nastrojowości u mężczyzny. U kobiet to etap akceptacji umierania, wsłuchiwania się w Boga i zawierzenia, uznania niemocy i słabości. Zadaniem drugiej połowy życia jest duchowe odrodzenie. I jak w pierwszej połowie celem jest urządzenie się w życiu i osiągniecie maksymalnie wszystkich możliwości, tak w drugiej połowie życia cel się zmienia, nie leży na szczycie, lecz w dolinie, tam, gdzie rozpoczynała się wspinaczka. Lecz schodzenie w dół napawa nas lękiem. To lęk przed śmiercią. Jak pisał psycholog Gustaw Jung: „ Lęk przed śmiercią oznacza „nie – chcieć – żyć. Bowiem żyć, pozostawać żywym, dojrzewać, może tylko ten, kto akceptuje prawo życia, według którego życie dąży do śmierci jako swego celu”. Dla Junga dalsze życie po śmierci było czymś bardzo realnym, pisał, że dla duszy to jest rozumna postawa. Są szkoły dla młodych, ale nie ma „szkół” dla osób w wieku 40 plus, które przygotowywałyby do zadań drugiej połowy życia. Dodatkowo proces oddalania się od Boga, od życia wiary i życia we wspólnocie w Kościele uniemożliwia uświadomienie sobie istnienia czegoś co nazywamy kryzysem połowy życia. Jego przejście we wspólnocie i z towarzyszeniem mogłoby uchronić przed wieloma dramatami małżeńskimi i rodzinnymi. Jung miał bardzo dobrą intuicję, pisząc, że najczęstsze problemy ludzi ponad 35-letnich są natury religijnej. To znaczy, że dla zdrowia psychicznego jest konieczne spotkanie z Bogiem. Dochodzimy do pełni życia i tego, kim jesteśmy, gdy doświadczamy Boga i czynimy dar ze swego życia dla innych. Wejście w siebie dokonuje się przez modlitwę i bycie na samotności. A cierpienia i udręki, które niesie ten czas połowy życia są „bólami porodowymi”, które mogą przynieść nową jakość życia.