20
WRZ
2017

10

Posted By :
Komentarze : Wyłączone

Niewielu z nas kocha trud, jako nieodzownego towarzysza rzeczy wielkich. Aby zdobyć
szczyt, trzeba się natrudzić, by na niego wejść. Aby zdać egzamin, trzeba posiedzieć nad
książkami. Aby wychować dziecko, trzeba niejednej nieprzespanej nocy. Aby być fachowcem
w jakiejś dziedzinie, trzeba z trudem zdobywać doświadczenie. Oczywiście świat proponuje
wiele łatwiejszych rozwiązań – na szczyt wjechać kolejką, za egzamin zapłacić, a dzieci po
prostu nie mieć, być fachowcem, cóż, i bez tego można zarobić- ale wraz z tym odbiera nam
możliwość rozwoju, dojrzewania i radość życia.
Trudem, który musisz wybrać i podjąć na drodze modlitwy to trud poznawania siebie, a co za
tym idzie, trud zmiany siebie. Jedno i drugie jest trudne. Łatwo się przyzwyczajamy nawet do
tego, co nas zniewala, ogranicza i rani nas. Albo innych wokół nas. Często zmiana wydaje
nam się czymś niemożliwym. Mówimy i słyszymy od innych: „taki już jestem”, „ja to się nie
zmienię” i zamykamy sobie drogę do pełni. Tymczasem przy współpracy z łaską, zmiana jest
możliwa.
Kto z nas tak świadomie zdobywa cnoty? Wyraz cnota kojarzy się jednoznacznie z
dziewictwem lub słyszany jest jak relikt z zamierzchłych czasów. A to cnoty czynią cię jako
człowieka pięknym i takim czynią życie. Cierpliwość, uprzejmość, uczciwość, pokora,
radosne usposobienie, wytrwałość, wierność… Czy nie chciałbyś mieć takiego człowieka
przy sobie? Możesz sam takim się stać!
A zatem przyjmijmy, że wewnątrz nas znajduje się pałac o przeogromnej wartości, a cały
jego budynek jest ze złota i drogich kamieni, w sumie taki, jaki jest odpowiedni dla takiego
Pana. I, że to wy możecie przyczynić się do tego, ażeby ten budynek był takim, jak
zgodnie z prawdą jest takim- gdyż nie ma budowli o takim pięknie jak dusza czysta i pełna
cnót, a im są one większe, tym bardziej te drogocenne kamienie lśnią blaskiem, że w tym
pałacu znajduje się ten Król, który uznał za właściwe być waszym Ojcem, i który zasiada na
tronie o przeogromnej wartości, którym jest wasze serce.

Św. Teresa od Jezusa, Droga doskonałości 48, 1
Bóg dał ci możliwość współpracy w porządkowaniu i upiększaniu duszy, życia. Kiedy się w
to angażujesz, odkrywasz swoją wartość. To pole pracy nad sobą, w które warto się
zaangażować- szukanie wartości w sobie, w relacji z Bogiem, zamiast poza sobą.
Tymczasem, gdy nie znamy siebie, mamy problemy z poczuciem własnej wartości, szukamy
potwierdzenia jej u innych. Jeśli czujemy się niekompetentni, niezdolni do wyzwań życia,
gorsi od innych, jeśli spotkania, sytuacje, wydarzenia stają się dla nas zagrożeniem, jeśli
zbytnio przejmujemy się tym, co mówią o nas nieprzychylnie czy źle inni, jeśli wycofujemy
się zbyt pośpiesznie z budowania relacji z innymi, jeśli to co negatywne, słabe w nas,
próbujemy wyprzeć, zapomnieć, a nie zaakceptować i powoli integrować, to tylko niektóre
oznaki braku poczucia własnej wartości. Bowiem poczucie własnej wartości rodzi w nas
pewność i ufność w siebie, by podejmować wyzwania, zobowiązania, nawiązywać relacje.
Zazwyczaj poczucia własnej wartości poszukujemy poza sobą, w tym jak inni nas oceniają,
/tutaj szczególny wpływ mają najbliżsi, rodzina/, szukamy jej w roli, jaką pełnimy w pracy, w

domu. Szukamy poczucia własnej wartości w osiąganych wynikach, sukcesach, jeszcze inni
szukają w zdrowym i zachowującym młodość ciele. Jakiego punktu w nas dotyka opinia,
ocena innych ludzi? Wyglądu, posiadania, niewystarczającej wiedzy, doświadczenia, czujemy
się głupimi, nie na miejscu? Może dotyka potrzeby opieki i oparcia, akceptacji, poczucia
bezpieczeństwa? Tymczasem poczucie własnej wartości należy bardziej odkryć niż zdobyć,
bardziej odnaleźć w sobie niż na zewnątrz. Ważna jest zatem umiejętność docenienia tego,
kim jesteśmy i co posiadamy, ze wszystkimi darami naturalnymi i nadprzyrodzonymi,
poczynając od daru życia, z siłą psychiczną i duchową, która pozwala nam przekraczać siebie
i szukać dobra innych a nie tylko dobra dla siebie, z siłą, która pomaga dążyć do prawdy.
Dla Św. Teresy od Jezusa to modlitwa, relacja przyjaźni z Bogiem obecnym w nas jest
miejscem poznawania siebie, cieszenia się bogactwem darów w nas. To w relacji z Bogiem
dokonuje się uwolnienie od opinii ludzkiej, którą Teresa porównuje do łańcucha, na którego
nie ma pilnika prócz samego Boga, do gąsienicy, bo jeśli nawet całego drzewa nie uszkodzi,
to jednak drzewo nie rośnie i nie pozwala rosnąć tym, którzy żyją obok niego albo do
fałszywej nuty w wielogłosowym śpiewie naszego życia. Przywiązanie do tego, co myślą i
mówią o nas inni często uniemożliwia życie wielkimi pragnieniami, z podejmowaniem
wyzwań w codzienności, która jest miejscem naszego wzrastania i troski o innych żyjących
obok nas.
Często to powtarzam: bez względu na to, jak małym byłby ten punkt opinii ludzkiej, jest to
tak, jak w wielogłosowym śpiewie, gdy przez jedną fałszywą nutę lub błędny rytm, cały
utwór brzmi nieczysto. I jest to rzecz, która w każdej sytuacji wyrządza duszy znaczną
szkodę, ale na tej drodze modlitwy to istna zaraza. Św. Teresa od Jezusa, Księga mojego życia, 11, 1
Poznawanie siebie to długotrwały proces, a jeszcze lepiej mówiąc– to proces nieustanny.
Dlatego, że jesteśmy tajemnicą i złożoną rzeczywistością, a do tego nieustannie jesteśmy w
drodze. Nie jest jednak niemożliwym poznać siebie. Kiedy znam swoje mocne i słabe strony to
mi łatwiej w życiu. Mogę przewidzieć trudności, przygotować się lepiej do ich pokonania ,
łatwiej mi przyjąć opinię na mój temat bezpośrednio czy pośrednio. Nie wpadam w złudne
zadowolenie, gdy mi ktoś powie np. że jestem cierpliwa i spokojna, bo wiem, że w danej
sytuacji udało mi się taką być, ale nie jest to moja mocna strona. I nie załamuję się, gdy ktoś
oceni mnie np. jako mało pobożną, bo nie odmawiam codziennie koronki do Bożego
Miłosierdzia, bo wiem, że angażuję się w 4-5 godziny modlitwy codziennie. Zastanowię się
nad daną mi informacją, ale nie załamuje mi się świat z tego powodu. Miejscem, w którym
mogę się przyjrzeć temu, co dzieje się we mnie pod wpływem opinii ludzkiej, miejscem
poznania siebie jest modlitwa, ponieważ mogę to zrobić w świetle Słowa Bożego, w
towarzystwie kochającego mnie Ojca, Ducha, który jest samą Mądrością, przenika i zna mnie.
s. Augusta
Zbytnie liczenie się z ludzką opinią nie tylko ogranicza twój wzrost, ale nie pozwala wzrastać
innym , gdy np. synowi nie pozwalasz iść na balet, a córce uczyć się na mechanika
samochodowego tylko ze względu na to, co ludzie powiedzą. Albo nie dajesz świadectwa
swojej wiary, bo boisz się opinii. We wspólnocie Kościoła jesteśmy jak połączone naczynia.

Dlatego, gdy ty nie pracujesz nad sobą, mniej doskonały jest cały Kościół, a jeśli Twoja dusza
lśni cnotami, piękniejszy jest cały Kościół, cały Chrystus!

O autorze