11
WRZ
2017

Wszystko jest łaską, a największą jest Boża miłość

Posted By :
Komentarze : Wyłączone

Siostry ze Wspólnoty Karmel Ducha Świętego z Żarek – Letnisko, są ekspertkami w swojej dziedzinie. Doświadczyłam tego na sobie samej. Na rekolekcjach w ciszy, które prowadziły dla Wspólnoty Miłość i Miłosierdzie Jezusa, była możliwość rozmowy duchowej. Początkowo nie miałam zamiaru rozmawiać, ale przyszedł czas, kiedy mój problem, w tej ciszy, urósł do potęgi „entej”. Skorzystałam z ich posługi. To była dobra decyzja. Do dziś dnia, nie mogę wyjść z podziwu, jak siostry, z wielką miłością i delikatnością, ale jednak stanowczo, postawiły mnie w prawdzie. I to szybko. Godzina rozmowy, a już byłam innym człowiekiem. Z nowym spojrzeniem.

Zatrzymać się, dotrzeć do głębi serca, oderwać się od przywiązań i odnaleźć Jezusa w sobie. To naprawdę dużo jak na tak krótki czas rekolekcyjny, który był mi dany. Wypłynęłam na głębie, w końcu zarzuciłam sieci, po tej stronie mojej łodzi, po której chciał Jezus.

 

Kiedy i jak powstała Wspólnota Karmel Ducha Świętego? Jak się rozpoczęła Wasza historia?

  1. Augusta: Jesteśmy Wspólnotą Sióstr Karmel Ducha Świętego. Jest nas pięć, jedna z nas. s. Angelina, obecnie posługuje osobom niepełnosprawnym we Wspólnocie Arka. Stowarzyszenie prywatne to nasz status prawny, który z czasem, ufamy przekształci się w Stowarzyszenie Życia Apostolskiego. 2 lutego 2015 roku ks. Arcybiskup Wacław Depo podpisał Dekret erygujący naszą Wspólnotę, to data naszego początku, chociaż wszystko zaczęło się o wiele wcześniej. Zakony już teraz nie powstają, ale te wspólnoty, które się tworzą, w jakiś sposób nawiązują do tych zakonów, które powstawały dawno temu. Nasza wspólnota nawiązuje do zakonu karmelitańskiego, którego korzenie sięgają Ziemi Świętej i Góry Karmel. Myślę, że w trakcie rozmowy nasza historia opowie się niejako sama.

 

Dlaczego akurat Karmel Ducha Świętego?

s. Jonatana – O wspólnotach sióstr karmelitanek bosych założonych przez świętą Teresę od Jezusa mówiono jako o miejscach, gdzie adoruje się Ducha Świętego, to nasz ideał. Sama Teresa mówiła o wspólnotach jako o gołębnikach. Duch Święty jest kreatorem relacji, sam jest miłosną relacją Ojca i Syna, więc życie w Duchu Świętym jest życiem w relacji, a nasza wspólnota karmelitańska jest oparta na przyjaźni między sobą i na przyjaźni z Jezusem, czyli na głębokich relacjach we wspólnocie woli, pragnień i dążeń.

s. Augusta – Karmel, bo chcemy żyć duchowością karmelitańską. Sama nazwa wiąże się z naszym doświadczeniem życiowym. Doświadczyłyśmy tego, że bez Ducha Świętego ani nie można się modlić, ani mieć głębokich relacji między sobą, ani posługiwać innym, a to są takie trzy rzeczy, które są ważne w naszym życiu, bo nasze życie, takie codzienne, składa się właśnie z życia modlitwy, z tego, że próbujemy żyć ze sobą nawzajem w relacjach przyjaźni, i że chcemy być otwarte i gościnne dla wszystkich tych, którzy przychodzą do nas. Bez Ducha Świętego byłoby to niemożliwe i dlatego chciałyśmy to wyrazić w nazwie. Nazwa powstała, tak jak i sama wspólnota, przez lata rozeznawania, każdej z nas osobno swojej drogi i wspólnego jako wspólnoty.

s. Jonatana – Kiedyś dotknęły nas słowa, jednego z kapłanów, który powiedział, że mamy być karmelitankami Ducha Świętego, czyli pozwolić Mu sobą kierować, oddać się Mu całe. Bez otwarcia się na działanie Ducha Świętego, nie jest możliwa w ogóle ewangelizacja, ewangelizacja w takim rozumieniu, jak pojmuje ją Kościół. Papież Franciszek całkiem niedawno przypomniał o tym, że ewangelizacja tak naprawdę jest dzieleniem życia z innymi, jest towarzyszeniem drugiej osobie w wierze i towarzyszeniem w rozwoju integralnym tej osoby. To są trzy, bardzo ważne, aspekty ewangelizacji. Jest ona prawdziwa, bo prowadzi do bycia, wszystkim dla wszystkich. To nas interesuje, to jest naszą pasją, właśnie to dzielenie życia z innymi, i to tworzenie relacji z innymi, z każdym, kto do nas przychodzi. Główną inspiratorką jest święta Teresa z Avila, czytanie i dzielenie się jej dziełami. Można powiedzieć, że tak się zaczęła nasza historia konkretnego rozeznawania- dzieliłyśmy się tym jak przeżywamy i jak chcemy wcielać w życie to co Święta pozostawiła w swoich dziełach. Wzięłyśmy sobie bardzo do serca słowa Ojca Generała karmelitów bosych, który zachęcał cały zakon, żeby na nowo czytać Teresę podczas sześcioletnich przygotowań do Jubileuszu 500lecia jej urodzin. Nie byłoby nas, gdyby nie Teresa.

 

Wcześniej były siostry w Karmelu Dzieciątka Jezus.

s. Elizeusza: Tak. Właśnie w tej wspólnocie zaczęło się od rozważania słów Teresy i owocem tego była inspiracja, żeby iść głębiej. Te spotkania na temat Teresy zaczęły być w pewnym momencie wspólną inspiracją.

s. Jonatana: Od Ojca Generała OCD usłyszałyśmy, że odnowa życia zakonnego rozpoczyna się od przemiany wnętrza konkretnego człowieka, od pokornego trwania na modlitwie, od trwania w pokornym zaufaniu, zawierzeniu, że z tego rodzi się coś nowego. Myśmy bardzo serio wzięły sobie te słowa do serca. Czas rozeznawania był czasem naszego nawracania się.

s. Augusta: To nie było tak, że miałyśmy pomysł na to by powstała nowa wspólnota. W Zgromadzeniu, w którym byłyśmy, poprosiłyśmy o możliwość tworzenia Domu Modlitwy, w którym mogłyby zamieszkać siostry, które taką wspólnotę chciałyby tworzyć. Byłaby to wspólnota szczególnie oddana modlitwie, która nie podejmowałaby takiego apostolstwa na zewnątrz, jak katecheza czy posługa w parafii, bardziej nastawiona na to, żeby towarzyszyć innym na drodze modlitwy, przyjmować rekolektantów na indywidualne prowadzenie. To właśnie był pierwszy owoc głębszego spojrzenia na św. Teresę i na życie karmelitanki jakie chciałyśmy prowadzić. To rozeznawanie poszło dalej, już z naszymi przełożonymi, i ostatecznie decyzja była taka, że jeżeli w taki sposób pragniemy żyć, to jest to znak, że Duch Święty chce, żeby powstała nowa Wspólnota w Kościele. Dlatego miałyśmy taki wybór: albo zostajemy i żyjemy jak do tej pory, albo wychodzimy, żeby tworzyć nową wspólnotę.

 

W poprzednim zgromadzeniu siostry składały śluby wieczyste, więc takie radykalne pójście za natchnieniem Ducha Świętego, opuszczenie zgromadzenia i utworzenie nowej Wspólnoty, to ryzyko, ale też duża odwaga.

s. Jonatana: Była to próba wiary, poszłyśmy za Słowem, trzymałyśmy się Słowa.

s. Augusta: Towarzyszyło nam zdanie z Listu Jakuba „Wprowadzajcie słowo w czyn, a nie bądźcie słuchaczami oszukującymi samych siebie…” Każda z nas musiała podjąć decyzję sama. Dla nas takim znakiem, że było to od Ducha Świętego, jest to, że każda, chociaż osobno, tę decyzję jednak podjęła. My nie czułyśmy się odważne, ale chciałyśmy być wierne wezwaniu.

s. Walteria: Kolejnym potwierdzeniem i taką radością było też to, że akurat w roku jubileuszu 500lecia św. Teresy, biskup wydał Dekret, że zatwierdza Wspólnotę.

s. Augusta: W marcu 2015 r. miałyśmy obłóczyny czyli ubrałyśmy habity i czujemy się taką kolejną fundacją Matki Teresy.

s. Elizeusza: Mogę powiedzieć, że jako osoba konsekrowana, zawsze pragnęłam być do całkowitej dyspozycji Jezusa. Zostawienia wspólnoty, w której byłam i zakładania czegoś nowego tylko Bóg mógł ode mnie wymagać. I dlatego te wszystkie przejścia, można powiedzieć cierpienia, to była właśnie kwestia rozeznania: „Czego chce Bóg, a jeśli to On chce to ja idę”. To dla mnie było takim skokiem w przepaść, ale wiedziałam, że na dole jest Bóg, cokolwiek się po drodze stanie. To był dla mnie czas dojrzewania, stawania w prawdzie. Wspólnota jest miejscem stawania w prawdzie względem Boga i ludzi. Żyć we wspólnocie, która żyje i próbuje żyć w przyjaźni, to jest bardzo duże wyzwanie, to właśnie wymaga tego, że jesteś w prawdzie, że nie uciekasz. Pan Bóg, jeżeli Mu pozwalamy, obnaża wszystko to, co nie jest prawdziwe, a myślało się, że jest, że się żyje tylko i wyłącznie na Jego chwałę, a tu wszystkie ego-izmy wychodzą. I wydaje mi się, że tak jest w każdej wspólnocie. Tylko kwestia jest decyzji, czy rzeczywiście tworzą wspólnotę osoby, które tego chcą. Dla mnie to taka wielka przygoda, do której tylko Bóg może zaprosić.

s. Jonatana: Prosiłam Boga, że jeśli to jest Jego dzieło, to żeby to moje wyjście było w Roku Wiary. I tak się stało, pod koniec roku, właściwie na kilka dni przed uroczystością Chrystusa Króla wyruszyłam w drogę. Dla mnie to jest właśnie droga wiary, czyli takich paradoksów, że jest jakiś konkret i jednocześnie jest wiele nieznanych. I że Bóg tak długo oczyszczał, żeby nic nie było „ze mnie”, tzn. żebym mogła zobaczyć, że to On czyni rzeczy niemożliwe, żeby tam było jak najmniej tego, co ludzkie.(Tak dużo jest w Kościele tego co ludzkie, a tak mało jest tego, co tylko z Ducha Świętego.) To był taki czas, myślę każdej z nas, takiego oczyszczania właśnie z egoizmu, z siebie, jakiś własnych wizji. On czyni rzeczy niemożliwe możliwymi. I to są takie cuda. Takie jest moje doświadczenie życia w paradoksie obietnicy, która jest tak pewna, a jednocześnie tak nieuchwytna. Obietnica czegoś nowego w Kościele, nowej wspólnoty.

s. Walteria: Z perspektywy czasu, uważam, że samo moje wyjście ze zgromadzenia, jest znakiem działania Boga. Z natury jestem bardzo bojaźliwa i dużo było we mnie strachu, czy właśnie zrobię tak, jak Bóg chce, miałam różne myśli. Kiedy już był moment tej decyzji, wiedziałam, że Bóg mnie do tego uzdalnia, a nie że to ja robię coś wielkiego. Już po decyzji, powolutku Pan Bóg zaczął mi obnażać różne rzeczy i mnie oczyszczać, potrzebowałam zobaczenia tego, że to Bóg działa ,a nie ja.

s. Augusta: Gdyby tak położyć na szali jakieś przykrości, trudy, zmaganie się i radość, nadzieję spełnienia pragnień, to zdecydowanie tego drugiego było więcej. Mówienie o tym pierwszym, to tak jakby, rozwodzić się o podkładzie pod obraz, który się maluje. On jest, ale nie jest najistotniejszy. Najważniejszy jest sam obraz, farby, które się nakłada.

 

Jakie znacznie ma Wasz habit? Nie nosicie welonów.

s. Augusta: Jest uszyty na wzór karmelitańskiego, bo tunika jest taka, jak każdy karmelitanka nosi, tylko w jasnym kolorze, ciemnobrązowy szkaplerz karmelitański. Dlaczego nie mamy welonów? To jak mamy być ubrane, może to dziwnie zabrzmi, ale omawiałyśmy z osobami świeckimi, w różnym wieku, również z dziećmi. Rozmawiałyśmy na temat tego, jak się czują, rozmawiając z siostrą. Dużo głosów było takich, że jednak welon, zakrycie głowy, bardzo dystansuje i w wielu wypadkach tworzy barierę i dlatego zdecydowałyśmy się na to, że welonów nie będziemy mieć, choć ich nie krytykujemy. Chodziło bardziej o to, że wiedziałyśmy, że będziemy mieć dużo kontaktów ze świeckimi osobami, niekoniecznie wierzącymi, niekoniecznie zaangażowanymi w życie Kościoła, a raczej z ludźmi, którzy szukają. Tak więc-rezygnacja z welonu, żeby nie było dystansu, a habit na znak, że jesteśmy osobami poświęconymi Bogu.

s. Jonatana: Habit zatwierdził ksiądz Arcybiskup, więc gdyby powiedział, że chciałby nas jednak w welonach, jak najbardziej przyjęłybyśmy to, ubrałybyśmy welony. Jeśli kiedyś powie tak, to jesteśmy otwarte.

 

Jak wygląda wasz dzień? Jaki jest plan dnia?

s. Augusta: Każdy dzień jest niespodzianką, choć mamy plan dnia. Przychodzą osoby, które się zapowiadają, ale też przychodzą osoby, które się nie zapowiadają. Widzimy, że jesteśmy obdarzone darem gościnności. Przyjmiemy każdą osobę. Kiedy ktoś przychodzi, to albo go zapraszamy na modlitwę, albo te modlitwy przesuwamy, albo jedna z nas zostaje, a reszta idzie się modlić. Spędzamy na modlitwie około pięciu godzin dziennie i staramy się być przede wszystkim gościnne, drzwi mamy zawsze otwarte.

s. Jonatana: Dzień rozpoczynamy o 5.30 modlitwą godzinną w ciszy, potem Eucharystia, brewiarz, śniadanie, praca, modlitwy w południe, obiad, wspólne czytanie i rozmowa przy kawie, czas na pracę, godzina czytania-studium karmelitańskich dzieł, godzinna modlitwa jak rano, nieszpory, kolacja i kompleta. Jesteśmy elastyczne w tym planie dnia.

s. Augusta: Bóg posyła do nas ludzi ale i daje takie dni, kiedy możemy się zająć pracą ręczną, popracować na budowie, jest w tym taka proporcja.

 

Zaryzykowałabym takie stwierdzenie, że siostry są jednak trochę „szalone”, żyjemy w czasach, gdzie ludzie liczą bardziej na siebie, na swój spryt, własne siły, pomysłowość, niż na Opiekę Bożą. A siostry żyją z jałmużny, jakby na przekór światu. Czy to „rozsądne”?

s. Augusta: Nierozsądnie w oczach świata, nierozsądnie zupełnie.

s. Jonatana: Chciałyśmy w sobie obronić taki rys charyzmatyczny, który dotyczy właśnie ubóstwa i życia z jałmużny. Ale dlaczego tak? Dlaczego chcemy tak żyć? Dlatego, że święta Teresa bardzo chciała, żeby siostry nie miały stałych dochodów i żeby nie angażowały się tak bardzo w zapewnienie sobie bytu. Czyli inaczej, chciałyśmy być dyspozycyjne dla osób, które tu przychodzą, bo żeby spotkać się z osobą, to nie wystarczy 5 minut, nie wystarczy 10 minut powierzchownej rozmowy. Trzeba się spotkać właśnie przy stole, albo spotkać się indywidualnie, pozwolić sobie i na ciszę, i może na dłuższe milczenie. Chodzi o dyspozycyjność.

s. Walteria: Wiedziałyśmy, że jeżeli byśmy podjęły pracę zarobkową, to tego czasu byłoby za mało.

s. Augusta: Chcemy żyć jako osoby ubogie, czyli zależne od innych. Świat daje taki duży nacisk na niezależność, zdobywanie pieniędzy. A ubodzy ludzie są zależni od siebie nawzajem i są zależni przede wszystkim od Boga. I to jest taki wymiar, który chciałybyśmy zachować.

s. Jonatana: Często się słyszy, że tak wiele zawdzięczam sobie. To nasze życie z jałmużny uczy nas tego, żeby być czujnym, my nie zawdzięczamy nic sobie. Ostatecznie, wszystko jest łaską, wszystko jest darem, oczywiście jest też praca rąk- praca przy domu, robienie świec, figurek, różańców, kartek, ale to też jest dar.

s. Augusta: Jest jeszcze jeden aspekt tego życia z jałmużny. Chciałybyśmy być świadkami tego, że to Opatrzność Boża, że to Bóg czuwa nad każdym, i że wszyscy żyjemy z Bożej Opatrzności, i ci, którzy mają pracę i zarobkują, i ci, którzy zarobków nie mają, a jednak żyją, dzięki temu, że ktoś się z nimi czymś podzieli. Wszyscy żyjemy z Bożej Opatrzności, o tym chcemy przypominać przez taki sposób życia.

 

To właśnie z jałmużny siostry się rozbudowują i tutaj można dostrzec działanie Boga.

s. Walteria: To nie jest tak, że usiadłyśmy i postanowiłyśmy-budujemy sobie dom, ale widzimy taką potrzebę. Jesteśmy też pewne, że Bóg będzie prowadził tę budowę, że to będzie Jego łaska, oczywiście przez osoby, które będzie posyłał i tak się właśnie dzieje.

s. Jonatana: My byśmy sobie tego nie wymyśliły, ale słuchając potrzeb człowieka dzisiejszej kultury, dzisiejszego Kościoła, przekonujemy się o konieczności wyciszenia, spotkania się ze sobą samym, z Bogiem i z innymi w towarzyszeniu. Zresztą tą konieczność wciąż powtarza Papież Franciszek, o towarzyszeniu, potrzebie bliskości z drugim człowiekiem.

s. Augusta. Dlatego podjęliśmy budowę pokoików, w których ktoś mógłby się zatrzymać, w których mogłyby być rozmównice. Samą budowę oddałyśmy św. Józefowi i staramy się nie martwić.

 

Od kiedy trwa budowa i na jakim jest teraz etapie?

s. Elizeusza: Budowa ruszyła 8 marca 2016 r. A jest na etapie tzw. stan surowy otwarty.

s. Augusta: Przed nami tak zwana wykończeniówka.

s. Elizeusza. Pan Bóg nas nie rozpieszcza, wydajemy te pieniądze, które mamy na najbliższe prace, nie mamy zapasów. Nie można zaplanować, że skończymy w 2017 roku, tego nie wiemy.

s. Jonatana: W momencie kiedy nie mamy i może pojawić się myśl: „No dobrze, co dalej?” to znajduje się jakaś osoba, która nas wspomoże.

s. Elizeusza: Albo ktoś zrobi coś za darmo, normalnie oczywiście płacimy za pracę.

s. Jonatana: Ludzie ofiarowują nam swoją pracę.

s. Augusta: To nie było tak, że nazbierałyśmy pieniądze i teraz możemy budować. Kiedy zaczynałyśmy, miałyśmy niewiele. To są takie ofiary, jedna osoba daje 5 zł., druga 20 zł miesięcznie, ktoś podaruje blachę, ktoś inny większa kwotę pieniędzy. I to tak się dzieje.

s. Jonatana: św. Teresa usłyszała słowa Jezusa, przy pierwszej fundacji: „Ty zacznij tak jak potrafisz, a Ja reszty dokonam”, więc my też tak zaczęłyśmy, na tyle na ile potrafiłyśmy.

 

Marzeniem sióstr jest też Osiedle św. Michała Archanioła.

s. Augusta: To naprawdę jest marzenie. Myślałyśmy o tym, żeby było takie osiedle domków, w których mogliby zamieszkać ci, którzy czują się samotni, a nie chcieliby takimi być. To mogłyby być rodziny, to mogłyby być osoby starsze. Mamy kamień węgielny przywieziony z Góry Gargano. I tyle mamy. Te osoby mogłyby mieć styczność z nami, w sposób duchowy uczestniczyć w naszym życiu i my byśmy się za nich modliły, oni mogliby przychodzić na modlitwę. Byłby to jakiś rodzaj towarzyszenia tym osobom i takiej wzajemnej pomocy. Taka po prostu wioska chrześcijańska. Zostawiamy to na razie, bo na dzień dzisiejszy nie widzimy żadnych perspektyw, dlatego mówimy, że to jest po prostu marzenie. A pomysł się wziął od ludzi, którzy mówią, że oni chcieliby tak mieszkać, że chcieliby tak żyć, z ludźmi, którzy nie byliby anonimowi, z sąsiadami, z którymi chcieliby się spotykać, mieć jakąś duchową łączność, te same wartości, te same dążenia. Mogliby sobie nawzajem pomagać. W ludziach jest takie pragnienie i to jest też taki paradoks, przed chwilą mówiliśmy o samowystarczalności, o tym że „ja, ja, ja..” a tu się okazuje, że jest wielka tęsknota za „ty”. I że jednak tacy niezależni nie jesteśmy, skoro chcemy być w relacji.

 

Jaki jest cel waszej Wspólnoty? Główne jej założenie?

s. Jonatana: Tym celem jest szukanie dusz i doprowadzanie ich do Boga. To hasło, które mamy na ołtarzu „Żarliwością rozpaliłem się o chwałę Boga”, jest naszym zawołaniem. To słowa Eliasza, można powiedzieć ojca Karmelu. św. Ireneusz mówi, że chwałą Boga jest człowiek żyjący – który ma relacje, który wie kim jest, który ma relacje przyjaźni z Bogiem, z sobą i z innymi. To jest cel- szukanie dusz, doprowadzanie ich do Boga, tak by się stały żyjącymi duszami i by żyły na chwałę Boga, to jest najważniejsze.

s. Walteria: Bóg nam pokazuje nowe potrzeby i wtedy rozszerzają się nasze horyzonty, idziemy dalej. Nie jest to tak, że my już sobie z góry coś zaplanujemy, będziemy w ten sposób posługiwać, cieszymy się tym jak Bóg działa w życiu osób, które do nas przychodzą. To jest dla nas taka radość słuchać, czy towarzyszyć potem modlitwą, wiedząc o pewnych przejściach, trudnościach, cierpieniach, poszukiwaniach.

s. Augusta: Jak zaczynałyśmy, to byłyśmy przekonane, że jesteśmy głównie dla młodych ludzi, żeby pomagać im rozeznawać powołanie, życiową drogę i dalej jesteśmy od tego, mamy do tego przygotowanie i taką pomocą służymy, ale pewnego dnia przyszły kobiety takie już dojrzałe i mówią: „Odchowałyśmy dzieci, w pracy mamy dość stabilną sytuację, ale chciałybyśmy się zatroszczyć o swoje życie duchowe, czy siostry mogłyby nam pomóc?” Tym sposobem pojawiła się nowa grupa. Podjęłyśmy to wezwanie.

s. Jonatana: Przyszli też mężowie tych kobiet, a potem młode małżeństwa, rodziny, które proszą o towarzyszenie indywidualne.

s. Augusta: Przychodzą osoby, które wiedzą, że mają życie duchowe i chciałyby je pogłębić, ale potem zaczęły się pojawiać osoby, które są ochrzczone, ale nie wierzą, albo nie chodzą do kościoła. To, że nasz dom jest taki dla nich bardziej domowy, niż instytucjonalny, to sprawia, że mają śmiałość przyjść i rozmawiać.

s. Jonatana: Na pewno takim wyzwaniem są te osoby niewierzące, choć wciąż nazywają się chrześcijanami. Wyzwaniem są też osoby, które są bardzo zanurzone w doczesnym życiu. Nasza posługa polega na rozeznawaniu duchowym, takim autentycznym, indywidualnym, takim, do którego zachęca Papież Franciszek. Żyjemy w takim świecie, gdzie sytuacje i postawy nie są jednoznaczne i oczywiste. Poruszamy się w obszarze szarości, a nie tego, że białe jest na czarnym, a czarne na białym. To jest taki rys współczesnego świata. I dlatego ta potrzeba takiego indywidualnego towarzyszenia i indywidualnego rozeznawania konkretnego wydarzenia u konkretnej osoby, z jej dojrzałością lub niedojrzałością, taką a nie inną.

s. Augusta: Jest jeszcze jedna grupa, którą Pan Bóg nam podsuwa, to są osoby ze wspólnot charyzmatycznych. Przebudzone i zaangażowane w modlitwę wspólnotową, ale czują gdzieś taki głód, czują się zagubione na drodze modlitwy osobistej. I tutaj widzimy też, że św. Teresa od Jezusa, czy Jan od Krzyża, mają dużo do powiedzenia i że możemy takim osobom pomóc, właśnie przez indywidualne rozmowy, przez zaproszenie do wspólnej modlitwy, przez wytłumaczenie po prostu dynamiki modlitwy takiej osobistej, głębokiej, głębszego wejścia w relację.

s. Jonatana: Na zaproszenie głosimy rekolekcje na temat tego co się wydarza między duszą, a Bogiem, czyli o modlitwie.

s. Elizeusza: Każdy dzień jest celebracją. Karmel to chodzenie w Bożej obecności, czyli chodzi o to, że Bóg jest ze mną zawsze i wszędzie i dlatego ta codzienność w sensie „herbaty, kawy” z kimś, ma takie znaczenie celebracji, to jest celebracja spotkania. Tak samo jak z Bogiem, tak samo i z drugim człowiekiem właśnie.

 

Krótka recepta na życie z Panem Jezusem w świecie, jak żyć w tym szalonym tempie, żeby Go nie zgubić?

s Augusta: Recepta dla mnie najprostsza, to jest znaleźć Go w swoim wnętrzu.

s. Walteria: To jest chrzest tak naprawdę. To podstawa, że każdy ochrzczony jest zamieszkany przez Boga i żeby do tej prawdy wracać, to jest perspektywa, która od razu porządkuje wszystko inne. I nawet mogę być w największym chaosie, jak sobie przypomnę tę prawdę wiary, że Bóg jest we mnie, to już się z Nim spotykam i już jestem w Jego obecności i się sam nie zagubię, wracam do Niego.

s. Jonatana: Życie komplikuję się, jeśli tracę tą świadomość ‚kim jestem’ i ‚Kto we mnie mieszka’. Modlitwa to jest poznawanie siebie, poznawanie Boga i poznawanie innych, wchodzenie w relacje z sobą i to jest brama do bycia zintegrowanym, do bycia wolnym, do bycia otwartym, do podejmowania wyzwań, do podejmowania powołania, wezwania Bożego, tego projektu życia, jaki ma Bóg wobec każdego z nas. Modlitwa jako relacja przyjaźni, jako poznanie siebie.

 

Modlitwa, ale jaka? Różaniec, Korona, 10 litanii?

s. Elizeusza: Modlitwa jako rozmowa, jako relacja. Teresa powie „jako rozmowa z Tym, o którym wiem, że mnie kocha”. Jeżeli wiem, że Ten, kto we mnie mieszka mnie kocha i mogę z Nim rozmawiać, to jest przestrzeń spotkania, modlitwy.

s. Augusta: Chcemy zachęcić Czytelników „Ognia Jezusa”, by nie szukali Boga jedynie na zewnątrz, tylko wewnątrz siebie. I bardzo często pomocą jest takie zaryzykowanie trwania w milczeniu przed Bogiem. I jeżeli jest trudno o to uświadomienie, czy takie doświadczenie, że Bóg jest we mnie, w mojej duszy, to dobrze jest zacząć od adoracji i stawania w obecności przed Jezusem Eucharystycznym. Adoracja, ale w ciszy, żeby zostawić słowa, dlatego, że cisza pozwala na wejście w siebie. Słowa nas wyrażają na zewnątrz, a milczenie nam pozwala na wejście w siebie. Do tego jest potrzebna duża odwaga, wytrzymanie. To jest też takie zaprzeczenie logiki zasługiwania u Boga. Nie mam nic przeciwko nowennom pompejańskim, same odmawiałyśmy w czasie rozeznawania kilka razy pompejańską nowennę, ale jest taka pułapka w nowennach, litaniach, w wielu słowach, przed czym zresztą Jezus w Ewangelii ostrzega, pułapka zasługiwania. Myślimy, że jak dużo powiemy, to wtedy nas Bóg wysłucha. Jezus w Ewangelii mówi, że to nie tak. Zachęca nas do tego, żeby wejść do swojej izdebki, do własnego wnętrza, do izdebki naszej duszy i tam, w ciszy, spróbować z Bogiem przebywać. A to przebywanie zaowocuje poznawaniem. A poznawanie, owocuje większą miłością i znowu dalej, bo jak jest większa miłość, to znowu chce się bardziej przebywać, bardziej się poznaje.

 

Czy jest możliwe praktykować taką modlitwę kontemplacyjną kiedy jest się dyrektorem, sprzedawcą, matką, żoną, pięcioro dzieci wokół biega?

s. Augusta: Jest to możliwe, ewangeliczne życie jest możliwe. Znamy takie osoby, które się modlą w ten sposób, a które mają dzieci i dużo obowiązków.

s. Jonatana: Inaczej gdyby tak powiedzieć o tym słowami św. Teresy, to zajmowanie się modlitwą- trwaniem w Bożej Obecności wtedy, kiedy muszę gonić za dzieckiem, które mi ucieka, albo gotować obiad dla całej rodziny, albo pracować, albo jeszcze może nawet i przyjmować gości, to właśnie wtedy ono jest możliwe o tyle, o ile pielęgnuję tę modlitwę bycia sam na sam z Bogiem, i to może być 15 minut dziennie. O tyle potem cały mój dzień może być również modlitwą. Najważniejsze w tych 15-stu minutach to jest świadomość obecności Boga.

s. Elizeusza: Znamy ludzi, którzy mają dużo dzieci, wiele obowiązków, którzy tak sobie to ustawiają, że mają ten czas, albo wcześnie rano, albo rezygnują z jakiś dodatkowych zajęć po to, żeby zadbać o czas sam na sam.

Na Waszej stronie internetowej znalazłam zakładki: „Kocham Kościół”, „Kocham Wspólnotę”, „Kocham codzienność” – jak wygląda ta miłość w praktyce?

s. Augusta: Tą miłość we wspólnocie praktykujemy na przykład przez to, że się często upominamy dla dobra drugiej osoby, po to, żeby żyć w prawdzie, żeby wzrastać. Jeśli chodzi o innych, to wydaje mi się, że ten wyraz miłości to jest właśnie to przyjmowanie osób, ktokolwiek przyjdzie do nas, to przyjmujemy, akceptujemy, słuchamy. Zresztą znalazłyśmy też potwierdzenie. Papież Franciszek powiedział, że taką ważną posługą w Kościele jest słuchanie drugiego człowieka i chcemy właśnie w taki sposób posługiwać. Święta Teresa z Lisieux powiedziała, że była sercem Kościoła. My chcemy być „uszami” w Kościele, żeby słuchać drugiego człowieka. A miłość do Boga wyraża się na pewno w modlitwie i w tym, że staramy się być wierne temu wszystkiemu, do czego się zobowiązałyśmy tutaj wobec siebie nawzajem.

s. Elizeusza: Można kochać codzienność, kiedy się wie, że robi się to, czego chce Bóg i chce Mu się sprawić przyjemność – to też św. Terenia.

s. Augusta: Ja widzę tą miłość do codzienności w otwartych ramionach, na tą niespodziankę, którą jest każdy dzień. Czy ktoś nam właśnie przyniesie kaczki, czy przyjdzie 10 osób niezapowiedzianych, czy spadnie deszcz a miało być słońce, i wszystko inne. Kocham codzienność to przyjmuję codzienność, starając się ją czytać.

s. Elizeusza: Jako prezent.

s. Augusta: Jako prezent, ale ta codzienność ma być też dialogiem z Bogiem, bo między mną a Bogiem, między mną a siostrami, nie wydarza się nic, poza codziennością. To się właśnie w tej codzienności wydarza i wtedy, kiedy ja ją przyjmuję i prowadzę z nią dialog, uczę się jej czytać – to jest to życie, tu i teraz. Jak to lubię mówić, że nie ma innej chwili, tylko ta, która jest. Nie ma innego dnia, tylko ten, który jest. To, co byłoby tą ‚miłością codzienności’, że ja nie jestem zakochana w przeszłości, czy przyszłości, tylko w tej chwili, która jest, w codzienności. Codzienność nie jako szarość, nie jako schemat, tylko codzienność jako „dzień dzisiejszy”.

s. Jonatana: Myślę, że uważność na codzienność jest też ważna w rozwoju życia duchowego, to ona mnie będzie uczyć, żeby patrzeć głębiej niż tylko zewnętrznie dostrzegam. Dla mnie to zawsze wyraża się w takich niespodziewanych spotkaniach, kiedy może jestem zmęczona i kiedy mniej mam siły, by się spotkać, to właśnie wtedy zostaję czymś obdarowana, słowem samego Boga przez tę osobę.

s. Walteria: A ja bym powiedziała jeszcze tak, że można popatrzeć: dzień się skończył i teraz czy były jakieś wydarzenia ciekawe? I mogę powiedzieć – no nie było – na pierwszy rzut oka, ale jak się popatrzy głębiej, to zobaczy się ile Bóg powiedział do mnie, albo co mi pokazał przez osoby, czy w ogóle przez Swoje Słowo. Tak naprawdę nie ma takich dni, gdzie się nic nie wydarza. Wszystko jest łaską, a największą z nich jest Boża miłość, na którą możemy odpowiadać miłością.

wywiad ukazał się w Ogniu Jezusa, marzec 2017

pierwasza01

O autorze